| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
RSS
czwartek, 17 maja 2012
cv
Kolor oczu: szare

Kolor włosów: aktualnie mahoniowy kasztan

Ulubiona muzyka: szerokopojęty rock, przestałam być rockową nazistką jak skończyłam 17 lat.

Papierosy: nie palę

Alkohol: whiskey, cydr, wino, absynt, piwo w Pradze

Książki: pochłaniam. Nigdy nie przebrnęłam przez Sto Lat Samotności, przebrnęłam przez 3 Coelho i umarłam. Mam dużo książkowych guilty pleasures, do których przyznam się jedynie na torturach. W kółko czytam Hrabiego Monte Christo i Całe Zdanie Nieboszczyka.

Telewizja: Najsłabsze Ogniwo na BBC każdego ranka - to kopalnia wiedzy, ostatnio dowiedziałam się że Brazylia leży na Bałkanach, seriale, seriale i jeszcze raz seriale. Za dużo żeby wymienić.

Prasa: Duży Format, Wysokie Obcasy, Polityka, Gala i Show w poczekalni u ginekologa.

Radio: Eska Rock, Antyradio, RMF Queen i RMF Classic.

Częściej powinnam: jeść warzywa, prasować.

Nie powinnam tak często: zaglądać na 9gag.

Nie znoszę: grubych dzieci, brukselki, pomidorów, piwa z sokiem,

Uwielbiam: lody krówkowe, ostatnio saunę i grotę solną, czytać Chmielewską, uczyć się nowych rzeczy (w duszy jestem uśpionym kujonem).
środa, 16 maja 2012
Ściankowe schizy
Rany, ręce mnie bolą jak szalone po wczorajszej ściance, dziś znów idę i nie wiem czy wejdę chociaż metr.

Ostatnio najwyraźniej spłynęło na mnie oświecenie, bo trochę lepiej mi idzie. Nadal jestem kijowa, ale osiągnęłam teraz zupełnie inny poziom kijowatości. Wchodzę co najwyżej do połowy, potem umieram ze strachu i zmęczenia, ale przynajmniej wchodzę wyżej i pewniej niż do tej pory. Jak zjeżdżam w dół nadal trzymam się kurczowo liny, jakby to w razie spadania miało mi w czymkolwiek pomóc, a chciałabym zjeżdżać jak Lara Croft.

Zastanawiam się czy kiedyś nadejdzie ten święty dzień kiedy przełamię się już tak zupełnie i wejdę do samego końca. Czasem boję się, że nie i już zawsze będę taka beznadziejna.

W ramach notki na marginesie – ostatnio na sali widziałam małą dziewczynkę, która uczyła się wspinaczki i miała uprząż w rozmiarze takim tak ja – M. W jej przypadku to chyba „M jak McDonalds”.
Ekoszaleństwo
Moja znajoma jest szalona. Pierze w kasztanach, orzechach czy już sama nie wiem w czym. Jest ekstremalnie ekologiczna. Do przesaaaadyyyy.

Bycie eko jest fajne, sama skupuję bawełniane torby bo są śliczne, modne i ekologiczne, na zakupy zabieram torby wielorazowe żeby nie zbierać plastiku niepotrzebnie, oszczędzam energię i wodę (np. podczas mycia zębów zakręcam kran no i mam zmywarkę i dobrą pralkę), ale to raczej z powodu oszczędności pieniędzy. Nie kupuję produktów fair trade, bo to pic na wodę a nie pomoc biednym kobietom z Sudanu, poza tym jedzenie i ciuchy fair trade są przeraźliwie drogie, jeszcze mnie nie powaliło, żeby płacić 20zł za czekoladę, która nie jest Lindtem albo Toblerone. Nigdy w życiu nie uprałabym ubrań w kasztanach, orzechach, żołędziach, stad już tylko dwa kroki od oblepiania domów łajnem żeby było cieplej. Nie dotknęłabym tez kryształu ałunu, który wygląda obleśnie, mam za to dwa antyperspiranty - w sztyfcie i w sprayu i leję na dziurę ozonową (która nie wiem czy zauważyliście przestała być chyba modna odkąd mamy efekt cieplarniany). Nie myję się Białym Jeleniem, bo to nie 1953 rok i mamy mnóstwo wspaniałych kosmetyków, które sprawiają że jestem śliczna, miękka i pachnąca.

A, no i nie segreguję śmieci. Tzn. jak mam butelki to wrzucam je do pojemnika na szkło, jak mam dużo gazer to na papier, ale generalnie nie przykładam do tego wielkiej wagi. Tak wiem, Planeta Ziemia zginie przez osoby takie jak ja.

Wszystko jest fajne. Tylko trzeba znaleźć złoty środek. W Królestwie Kiczu i Różowych Pomadek jesteśmy zwolennikami złotego środka.