| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
RSS
sobota, 04 marca 2006
...Och, och, och vol. 2...

Upiekłam ciasto. Jestem wspaniała i genialna i wogóle same och i ach.
No i powiedzmy sobie szczerze, nie ma słów które mogły by opisać to jaka jestem bezkonkurencyjna:)
Tak, tak, wiem, gdybym miała skakać z mojego narcyzmu na ziemię to pewnie bym się zabiła... Ale, jak to mówi królewskie powiedzenie -  do I really look like somebody who cares?

Kącika "plotki i ploteczki" dziś nie będzie. Sznowny Pan Pudel mnie zawiódł. Hańba mu. Ale za to coś tak w nastroju na Oscary ;)

piątek, 03 marca 2006
...Autobusy...

Nie lubię autobusów. Nie lubię parek stojących przede mną i zachowujących się tak jakby zamierzały zacząć się kochać na środku. Nie lubię wycieczek dzieci w wieku 4-17 (tak, tak, dziś w 520 ZNOWU miałam przyjemność jechać z dzieciarnią). Nie lubię pań w sztucznych futrach lub kożuchach śmierdzących naftaliną. Nie lubię babć ledwo trzymających się na nogach na przystanku, które jak tylko wejdą (ledwo) to autobusu i wypatrzą wolne miejsce, doznają cudownego ozdrowienia i prują do niego jak Messerschmitt. Nie lubię kolesi opowiadających swoje imprezowe przygody etoryczne, tak że cały autobus ich słyszy. Nie lubię kiedy w zimie nie ogrzewają, a w lecie tak. Nie lubię tych strasznie małych okienek, których nie da się otworzyć. Nie lubie ludzi, którzy się nie myją i siadają obok mnie.. woda w Warszawie na prawdę nie jest droga (mimo iż niektórzy twierdzą inaczej:P).

Za sam początek zła wiadomość... Błagam zostawcie mój Zoppot :(

A na koniec powiem, że też chce dostac Oscara, a Brusowi nikt nie podskoczy;)

czwartek, 02 marca 2006
...Och, och, och...

Dziś brak weny i siły na cos kreatywnego...

Powiem tylko tyle, że prezentacja z ang. jest bardziej żenująca niż to ustawa przewiduje i wylecę z nią za drzwi szybciej niż wejdę. Norma.

Ach, no i jestem genialna... pilot ze mnie jak ta lala.. po raz pierwszy udało mi się przez telefon pokierować jak trzeba jechać. I to z dobrym skutkiem.. Jestem fantastyczna jak bum cyk cyk... och, och, och;)

W kąciku "Jak Być Zawsze Modnym" prezentuję coś takiego. I po raz kolejny przekonuję się, że daleko mi do super-trendy-jazzy-i-cool nastolatek. Pffff....

No i oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie zamieściła superistotnej plotki, bez której życie 3/4 populacji świata straciło by na kolorycie i sensie..

środa, 01 marca 2006
...Pójdę do piekła...

...za to, że dziś wepchnęłam się do kolejki u lekarza, mając jeszcze do tego ubezpieczenie ważne do 28.02.2005 roku, za to że nie poszłam dziś do kościoła tylko dlatego, że umyłam dziś włosy, za to że nie zaczekałam z windą na panią sąsiadkę, za to że od lipca przetrzymuję książki w biblitece, za to że bezwstydnie oszukałam wczoraj pana Sławka, za to że piszę referaty w dniu wygłoszenia, za to że prolonguję książki w Boskim Buwie tylko dlatego, bo nie chce mi sie do niego jechać i ich oddać, za to że przez dwa dni robiłam mój "zeszyt z looogiki", za to że idę się bawić w czasie postu, za to że dziś w poczekalni nie ustąpiłam krzesełka pani z drącym mordę do siódmej potęgi dzieciakiem i za to (do dziś to z rozrzewnieniem wspominam) że pracę na Organizacje i Zarządzanie oparłam na Dilbercie, a Scotta Adamsa nazwałam (tu cytuję) "amerykańskim uczonym zajmującym się problemami biurowymi", a jego ksążki "naukowymi publikacjami, poprzedzonymi wieloletnimi obserwacjami i badaniami"...

Bedę się smażyć w piekle... ale przynajmniej w dobrym towarzystwie...

W kąciku "poczuj, że Twoje życie jest nudne w porównaniu z życiem gwiazd" coś o Dżordżu i drogim Puffym... Ach, jakież to fascynujące być gwiazdą hip hopu;)

Och, och, och... i oglądłam dziś "All Access" o imionach dzieci gwiazd.. nie pamiętam juz kto nazywał, ale przejawiały sie takie imiona jak: Makowy Miód, Tęcza, Brzoskwiniowo Miodowy Kwiat, Szafirowa Pustynia... albo to ja jestem skrzywiona, albo to imiona jak jak dla striptizerek;)
A ja swoje dziecko nazwę Konwaliowy Powiew Morskiej Bryzy Nad Plażami Bahamów Przesypujący Złote Piaski.

wtorek, 28 lutego 2006
...Dzieci...

Mam wrażenie że są wszędzie i rozmnażają się ja Gremliny... Siadaja za mną w kinie i kopią w fotel. Krzyczą na cały sklep i myślą, że są superfajne. Ostatnio mam wrażenie, że wycieczki 10latków złośliwie wybierają te same autobusy co ja. Obsiadają mnie jak sępy ledwodychającą sarnę i zaczynają dyskutować o: nowych włosach Michała Wiśniewskiego, superwypasionych telefonach, grach, o tym, że na ostatniej imprezie Janek rzucał jajkami w ludzi i o tym że wyjścia awaryjne są za wysoko.. Nie, nie drogie dzieci. Wyjścia są na idealnej wysokości. Takiej abyście nie mogły się do nich dostać w razie wypadku. Ktoś kto projektował autobusy wiedział dokładnie co robi;)

W kąciku njusów coś dla szalonych fanek Beckhama oraz coś o jednej z moich wspaniałych ulubienic Lindsay... A żeby nie było tak optymistycznie, dobrze, że moja permanentna dieta nie przeszła w coś takiego...

poniedziałek, 27 lutego 2006
...Frustracji ciąg dalszy...

AKT I

Czas i miejsce akcji - blady świt zapłakany, droga na Pola Mokotwoskie

Osoby - Eeva, Pan Kierowca 116, Pani Wbijająca Mi Łokieć W Plecy

Już biegłam niczym rącza łania na pętle, już oczyma wyobraźni widziałam siebie siedzącą w 116 zaczytaną w "Mansfield Park". Już naciskałam ciepły guzik, kiedy Pan Kierowca 116 (niech mu Bozia w dzieciach wynagrodzi jego przaśny humor) postanowił zrobić mi psikusa i odjechać, zostawiając mnie z miną wyrażającą nieziemskie zdziwienie. W metrze natomiast (tak, tak - jechałam metrem) jakaś pani uznała że najlepsze miejsce na jej łokieć to środek moich pleców. Powbijała go trochę, chyba odnajdując w tym jakąś sadysyczną przyjemność i wysiadła zostawiająć mnie, z prawdopodobnie siniakiem wielkości Texasu.

AKT II

Czas i miejsce akcji - Jakiś czas później, Biblioteka Narodowa

Osoby - Eeva, Afro Kate, Pan Z Cynicznym Uśmiechem, Pan Od Xero

Kiedy już dostarłysmy na miejsce, Afro Kate zapisała sie do tego Przybytku Mądrości Narodu, znalazłyśmy SuperCudną I MegaInteresującą Książkę w katalogu, wypełniłyśmy (czytelnie) rewers, który dałyśmy Pani Miziającej Się z Panem Z Cynicznym Uśmiechem usłyszałyśmy słowa do teraz odbijające się w mojej duszy: "proszę przyjść za 40 minut"... No tak, nie wiedziałam że zdjęcie ksiażki z półki może trawać aż tyle. No ale nie mi oceniać. Może książka jest bardzo duża, a półka bardzo daleko. Po 40 minutach udałyśmy sie do Pana Z Cynicznym Uśmiechem, który (z a jakże Cynicznym Uśmiechem oczywiscie) podał nam książkę. Poszłyśmy do Pana Od  Xero, przed którego widzimisię musiałyśmy wracać do Pana Z Cynicznym Uśmiechem (któremu tym razem przeszkodziłyśmy w jedzeniu) po zezwolenie na kopiowanie (na co!?). Pominę fakt, że jedna strona w Przybytku Mądrosci Narodu kosztuje 0,45 zł. Przebijają Boski BUW.. A myślałam, że to niemożliwe...

AKT III

Czas i miejsce akcji - jeszcze poźniej, przychodnia rejonowa

Osoby - Eeva, Pani z Rejestracji

Z tej części dnia wspomnienia warta jest tylko jedna wymiana zdań:

Eeva - czy mogę poprosić o numerek na środę?
Pani z rejestracji - Do kogo?
Eeva - Do Dr. P.
Pani z rejestracji - Nie
Eeva - A do kogokolwiek innego?
Pani Z Rejestracji - Też nie

A na sam koniec tylko jeden njus ... i błagam, niech nikt mi nie każe tego komentować...

niedziela, 26 lutego 2006
...Niedziela w galerii...

I to nie w galerii sztuki... Cel - wizyta w salonie sieci O. Efekt - frustracja na maksa.

Ludzie mnie męczą. Szczególnie Ci, którzy przyjechali całą rodziną, aby spędzić w mekce różowych szestastolatek niedzielę. Najpierw, zacieśniająca rodzinne więzi rundka po sklepach, a potem obiad w MacDonaldsie lub Kentucky. No i oczywiście to co zawsze rozbraja mnie najbardziej - na piętrze z "restauracjami" wszędzie pustki, a tylko przy wyzej wymienionych kolejki na dwie godziny stania..

Jak to dobrze, że wpadłam tylko do salonu O., załatwiłam to co miałam do załatwienia i szybki powrót do domu.. Bo tak jakoś się dzieje, że nadmiar różu, brokatu i cekinów na ubraniach dziewuszek o średniej wieku 14 trochę mnie przytłacza... Ludzie się przepychają, potrącają jakby mieli tylko 3 minuty na wydanie wszystkich pieniędzy jakie mają i muszą się okrutnie spieszyć... Ma-sa-kra...

 

W ramach codziennej dawki njusów, które sprawiają, że warto rano włączać komputer: "Mischa Barton – aktorka znana między innymi ze swoich dziecięcych ról w Szóstym Zmyśle i Notting Hill nazwała Paris Hilton głupią dziwką. [...]

Spotkałam ją chyba ze dwa razy. Ona chce, żeby wszyscy myśleli, że między nami jest jakaś rywalizacja. To bzdura i jej wymysł - Paris po prostu nienawidzi każdego, kto jest w jej wieku i odniósł większy sukces niż ona. Głupia dziwka.

Zakładamy, że tą wypowiedzią Mischa nie załagodzi sporu. Aktorka skrytykowała również pojawienie się Paris na uroczystości Brit Awards w zeszłym tygodniu:

Poszłam na Brit Awards, żeby dowiedzieć się co się dzieje w brytyjskiej muzyce i nagle widzę tam Paris Hilton. O co chodzi? I jeszcze te jej żałosne teksty typu: „Kocham Londyn za... cokolwiek”. Kto ją tam w ogóle zaprosił?"

 

A w kąciku "Królowa Eeva poleca" - Walk The Line rządzi:) Jeśli kogoś nie przekonuje cudowna muzyka i ogólnie to, że film jest fantastyczny, daję coś co jest genialnym argumentem :)))

sobota, 25 lutego 2006
Kiedy przestaje się kochać to się nie płacze...

...Płacze sie, kiedy ktoś przestaje nas kochać. Tak mówi Carla Lane.

No właśnie jak to jest? Czy można przestać kochać? Czy można pewnego ranka obudzić się i wiedzieć "nie, nie kocham mojego partnera / partnerki"? Czy może pewne sytuacje się zbierają, aż skumulują się do tego stopnia że nie możeny wytrzymać z tą osobą i trzeba się rozstać?

Przecież gdzieś na dnie serca (a może po prostu w podświadomości) mamy ten wspaniały obraz jednej jedynej miłości. Tej na całe życie. Takiej po grób. Połówki japka / pomarańczy czy czego tam jeszcze... W świetle tej teorii gdzieś na świecie każdy ma sobie przeznaczoną osobę. Ale jeśli facet przeznaczony dziewczynie X mieszka w Laosie / Australii / Burkina Faso / itp. to skąd pewność że się spotkają. A moze jeśli są sobie przeznaczeni to jest pewne że się spotkają? Prędzej czy później, ale zawsze...?

A z drugiej strony, skoro rozstaję się z kimś (nieważne z jakich powodów) to znaczy że go nie kochałam?

A żeby nie było juz tak do końca poważnie i dołująco, to news ze strony o2 (a raczej pudelka;P) : "Rafał Mroczek już nie jest samotny. Rok temu rozstał się ze swoją dziewczyną Magdą, ale „Fakt” donosi, że teraz u jego boku pojawiła się czarnowłosa Natalia". No powiem tylko, że nie dość, że z wrażenia nie usnę to jeszcze łzy me czyste doszczętnie przemoczą moją poduszkę z żalu... Gdyby nie "Fakt", moje życie, pozbawione tych wspaniałych njusów, było by puste i jałowe...

piątek, 24 lutego 2006
...Olimpiada...

Nie chcę oglądać olimpiady... nie chcę, nie chcę, nie chcę... I nic ani nikt mnie nie przekona żebym oglądała. Ten jeden dzisiejszy medal mnie nie przekonuje. Stanowczo...

No ale z drugiej strony fajnie, że mamy chociaż ten jeden. I teraz czekam aż po olimpiadzie i po powrocie sportowców do Polski się zacznie... Zacznie się narzekanie na trenerów, że nie umieją trenować. Na sportowców, że są beznadziejni. Na pogodę, że niesprzyjająca. Na sprzęt, że niedostatecznie dobry. Na to, że za dużo śniegu i że Ziemia się kręci. No litości... A może po prostu NIE JESTEŚMY DOBRZY W SPORTACH ZIMOWYCH??? Albo może, jeżeli jesteśmy, to że są jednak lepsi od nas? No jak rany...

Z newsów na dziś: gazeta donosi, cytuje: "Prezes PiS Jarosław K. zeznawał w charakterze świadka przed Sądem Rejonowym dla m.st. Warszawy. Nie zgodził się na publikację swego wizerunku. Sąd przychylił się do jego wniosku i zakazał dziennikarzom publikacji jego nazwiska i filmowania jego twarzy"

To chyba nie wymaga żadnego komentarza, cos w stylu Lew R.... ech, no w jakim kraju ja żyje?;)

1 ... 11 , 12