Blog > Komentarze do wpisu
Ściankowe schizy
Rany, ręce mnie bolą jak szalone po wczorajszej ściance, dziś znów idę i nie wiem czy wejdę chociaż metr.

Ostatnio najwyraźniej spłynęło na mnie oświecenie, bo trochę lepiej mi idzie. Nadal jestem kijowa, ale osiągnęłam teraz zupełnie inny poziom kijowatości. Wchodzę co najwyżej do połowy, potem umieram ze strachu i zmęczenia, ale przynajmniej wchodzę wyżej i pewniej niż do tej pory. Jak zjeżdżam w dół nadal trzymam się kurczowo liny, jakby to w razie spadania miało mi w czymkolwiek pomóc, a chciałabym zjeżdżać jak Lara Croft.

Zastanawiam się czy kiedyś nadejdzie ten święty dzień kiedy przełamię się już tak zupełnie i wejdę do samego końca. Czasem boję się, że nie i już zawsze będę taka beznadziejna.

W ramach notki na marginesie – ostatnio na sali widziałam małą dziewczynkę, która uczyła się wspinaczki i miała uprząż w rozmiarze takim tak ja – M. W jej przypadku to chyba „M jak McDonalds”.
środa, 16 maja 2012, hayde

Polecane wpisy

  • ...Fly me to the moon...

    Po dwóch miesiącach wracam jak gdyby nigdy nic. Jestem zła. No, może nie do końca zła, ale troche zawiedziona i hm, troche zdziwiona. I wiecie co, nigdy nie pra

  • ...Zaraz, zaraz...

    Wiecie co mnie wkurza? Ta IV RP. Hm, no tak, wszystko fajnie, ale zaraz zaraz... czy ja przespałam zmianę Konstytucji?

  • ...Can't believe what I'm seein'...

    Jestem załamana. Zażenowana. I zbulwersowana. Człowieka, który odważył się coś powiedzieć (już nieważne czy prawdę, kłamstwo czy półprawdę) wywleka się o 7 rano